Tyle rzeczy robię po raz pierwszy

Po raz pierwszy przekraczam swoje granice, wychodzę ze strefy komfortu, ufam komuś na tyle, że dam się wyprowadzić na manowce.

Po raz pierwszy chcę wierzyć w słowa, które słyszę, nie chcę nic kwestionować i ufam, że nie wystawiam się na śmieszność.

Po raz pierwszy daję się traktować jak księżniczkę i czuję, że mój wizerunek wonder woman nie dozna z tego powodu uszczerbku. A jednocześnie nie uznaję, że trochę rozpieszczania poprzewraca mi w głowie.

Po raz pierwszy jestem tak otwarta na związek, że tylko wizja śmierci lub kalectwa mogłaby mnie powstrzymać przed wejściem w to całą sobą.

Po raz pierwszy skończyłam z młodzieńczymi ideałami i romantyczną wizją świata i nie uważam tego za smutną stratę, ale za drzwi, które otwierają się przede mną, ukazując zupełnie inny świat.

I na koniec, po raz pierwszy kocham taką osobę jak S., z jej nieokreślonością, tajemniczością, hipnotyzującą wręcz aurą, osobę, która czyta mi do poduszki, która kocha smoki, która sprawia, że mój brak akceptacji siebie nie ma racji bytu, która robi dla mnie tyle miłych rzeczy, że aż chce się żyć, śpiewać, tańczyć i spać nago :)